Malo mnie tutaj i pewnie tak bedzie cale lato. Za dwa tygodnie wyjazd wakacyjny, takze przygotowania w pelni, a tym samym malo czasu na robotki, czytanie jakos jeszcze idzie, bo nie wyobrazam sobie, zeby bylo inaczej.
Dzisiaj dolaczam do Maknety
Czytam kilka ksiazek jednoczesnie, ale tu chcialam przedstawic ksiazke Pani Ireny Matuszkiewicz "Zjazd rodzinny". Z tworczoscia Pani Matuszkiewicz spotkalam sie dawno temu, przy okazji wydania jej ksiazki " Dziewczyny do wynajecia". Bardzo mi przypadlo do gustu jej pisanie, potem kilka innych ksiazek juz troszke mniej, a tu kolejne mile zaskoczenie, bo bardzo jak do tej pory podoba mi sie ta powiesc.
Rok 2014. Ewa Parelska, archiwistka i entuzjastka historii, postanawia urządzić zjazd swoich krewnych, tych z bliska i tych z daleka. A zbierze się ich trochę, bo protoplaści rodu Korzeńskich, Leontyna i Jan, mieli siedmioro dzieci..
W 1920 roku legionista Jan Korzeński ożenił się z panną Tokarzówną, córką zamożnego kupca z Włocławka. Założył luksusowy sklep kolonialny, by utrzymać szybko powiększającą się rodzinę. Była ona duża, patriarchalna, złożona z rodziców, dzieci, babci Elwiry i ukochanego wuja Józefa. Jan zawsze powtarzał: „Pochodzimy z jednego pnia, musimy się kochać, szanować i wspierać”.
Niestety, w nowej, peerelowskiej rzeczywistości jego potomkowie poszli różnymi drogami, nie zawsze respektując zasady wyniesione z domu. Zabrakło czasu, a może nawet chęci, żeby poznać przeszłość, kiedy zaś ta ochota się pojawiła, było za późno. Ewa próbuje zgłębić rodzinne archiwum, kryjące niejedną tajemnicę. I wtedy okazuje się, że białe chyba nie zawsze bywa białe, a czarne może mieć różne odcienie. A jaka jest prawda? Czy tylko jedna i oczywista?
Powoli wszystko się zmienia, zaczynają ożywać dawne animozje i strachy.
Zjazd rodzinny miał przypomnieć starą prawdę głoszoną przez przodków. I tu zrodziło się zasadnicze pytanie: czy coraz bardziej oddalająca się od siebie rodzina będzie miała ochotę jeśli nie na szacunek i miłość, to przynajmniej na zwykłe popatrzenie sobie w oczy
A na szydelku taka oto serwetka, malo czasu , to i robota wolno idzie. Moze uda sie skonczyc przed wyjazdem:)
Dziekuje za Wasze odwiedziny, mimo mojego zaniedbania ostatnio, pozdrawiam serdecznie:) Kamilla

Kiedyś nawiązałam też romans z Panią Matuszkiewicz, ale krótki....ale takie rodzinne wspomnienia lubię.
OdpowiedzUsuńI tu polecam książkę "Mroczne sekrety" Adele Geras. To amerykańska pisarka więc chyba nie będziesz mieć problemów z jej zdobyciem. Pisałam o niej. Ciekawa intryga i dobrze się ją czyta.
Pozdrawiam z ulewnego dzisiaj Czchowa w Małopolsce.
Dziekuje za rekomendacje, juz zapisane i mam nadzieje przeczytac wkrotce:) Pozdrawiam:)
UsuńKamillko, u mnie z czytaniem na bakier - malarstwo pochłania dużo mojego czasu i mam nadzieje, że podczas wakacji zdążę choć trochę nadrobić zaległości - serwetka piękna - pozdrawiam bardzo gorąco
OdpowiedzUsuńWando, nie dziwie sie, ze Twoje malarstwo pochlania duzo czasu, bo obrazy sa przepiekne, pozdrawiam cieplutko:)
UsuńO, to chyba książka dla mnie.
OdpowiedzUsuńZachecamm do przeczytania:)
UsuńCiekawie opisana książka. Tez sobie zapisze w planach czytelniczych. Dziś właśnie byłam po nowe czytadła w bibliotece:-)
OdpowiedzUsuńPrzygotowania do lata i wyjazdu mają sporo uroku w sobie ale są fajne:-)
Pozdrawiam serdecznie
Calkiem przyjemna lektura, takze polecam:) Pozdrawiam:)
UsuńNie ma to jak duża rodzinka z historią :) Udanych wakacji życzę:)
OdpowiedzUsuńDziekuje slicznie i rowniez pozdrawiam:)
Usuń